Po kilkudniowym wyjeździe powoli wracam do codzienności. No i nadrabiam blogowe zaległości. Co prawda większość z Was już myślami jest w wiosennych klimatach, tym bardziej że mamy teraz dni słoneczne. Ale ponieważ kończy się luty, a w marcu już nie chcę pokazywać zimowych kadrów, więc może ktoś jeszcze spojrzy przychylnym okiem na zimowe piękno. Tym bardziej, że są to zeszłoroczne wspomnienia, więc nie chcę ich już dłużej trzymać w komputerowych zakamarkach, tylko pokazać tutaj.
Wspomnienia sprzed roku, bo tegoroczne plany pogoda nam pokrzyżowała. Otóż, jak wszystkim wiadomo śnieżna zima zagościła u nas w drugiej połowie lutego, a w kolejnym tygodniu, kiedy planowaliśmy biegówkowy wyjazd do Bielic, temperatury wzrosły powyżej zera i zrobiło się pochmurnie i deszczowo, a śnieg bardzo szybko niemal całkiem zniknął.
Ale w zeszłym roku o tej właśnie porze w miejscu położonym "na końcu świata", gdzie nie ma zasięgu, gdzie jest bardzo niewielu mieszkańców, ale są przygotowane trasy dla narciarzy biegowych, więc przyjeżdża trochę turystów, mieliśmy okazję przez tydzień korzystać z tej formy aktywnego wypoczynku.
Bielice położone są na Dolnym Śląsku, niedaleko Stronia Śląskiego, u stóp Gór Bialskich. Przez Bielice przepływa Biała Lądecka, która sporo "narozrabiała" w czasie pamiętnej, wrześniowej powodzi w 2024 roku i do dziś jeszcze nie cała infrastruktura została przywrócona do stanu sprzed powodzi, ale teraz płynie spokojnie, wijąc się wśród drzew i kamieni. Miejscami tworzy bardzo malownicze wodospady, które w niskich temperaturach częściowo zamieniają się w lodospady.
Malutkie potoki oraz strumyki wraz z wodą kapiącą z góry pod wpływem mrozu tworzą w takie niesamowite sopelki.
W jeden z mglistych poranków, gdy wyszliśmy na trasę, wydawało się że nie będzie nic niezwykłego. Jednak gdy po chwili wyszło słońce, mogliśmy podziwiać wspaniały spektakl. Dzięki mgle promienie słoneczne tworzyły niesamowite smugi światła, a na zamarzniętych wcześniej gałązkach pojawiły się kropelki wody tworząc mieniącą się światłem, błyszczącą dekorację.
A myślałam,że już załapię się na piękno M A Ty mi zimę serwujesz:)))a ja już na zimę nie mogę patrzeć:))))hahah
OdpowiedzUsuńNo zimę, ale jaką piękną :)))
OdpowiedzUsuńPiękne kadry. Jestem zachwycona tym światłem wyłaniającym się spomiędzy drzew. A ten pień to przypomina mi jamnika :D Najpierw widziałam tam głowę małego słoniątka, ale jak spojrzałam całościowo, to jednak jamnik.
OdpowiedzUsuńPozrdawiam
Julka, fajnie że zimowe kadry nie zniechęciły Cię i zwróciłaś uwagę na te świetlne smugi. Ja w tym pniu widziałam słonia, ale jamnik też może być ;) Uściski dla Ciebie :)))
UsuńLusi, gdy za oknem piękna, słoneczna pogoda - tak ciepła i iście wiosenna, z sentymentu do minionej, śnieżnej zimy chętnie obejrzę malownicze kadry. Urzekające są sople na rzecznych kaskadach i cudne, tajemnicze mgły w promieniach słońca przelewające się przez leśne zakątki. A w zwalonym pniu podobnie, jak Julka widzę... jamnika ;-))
OdpowiedzUsuńPrzesyłam uściski i najcieplejsze pozdrowienia...
Anita
Anitko, cieszę się bardzo, że Ty jako ciepłolubne stworzenie, potrafisz się zachwycić zimowymi soplowymi kaskadami i mgłami. Dla mnie ten pień to był słoń, ale ze względu na długość, może być "jamnik z trąbą" ;) . Serdeczności wiosenne dla Ciebie :)))
Usuń