Dziś kończy się lipiec - miesiąc, za którym nie przepadam, bo jest dużo upalnych dni, kiedy wszystkie rośliny domagają się wody; albo znów dni z deszczem, po którym wyłażą ślimaki i który sprzyja chorobom grzybowym.
Początek lipca należał do róż: wielkokwiatowe, wielokwiatowe, okrywowa i pnące cieszyły swoim pięknem, choć część z nich za szybko przekwitała.
Ta róża pnąca wspina się coraz wyżej po świerkach, a ta poniżej na tarasie bardzo bujnie się rozrasta.
Razem z różami kwitły liliowce
i hortensje bukietowe oraz różowa Anabelka
Potem nadszedł czas floksów i innych kwiatów w kolorach bieli, różu i fioletu.
Pod koniec lipca zaczyna się czas jeżówek, które w każdej fazie kwitnienia potrafią zachwycić...
O jeżówkach jeszcze na pewno będzie w kolejnym poście, bo długo czarują swoim wyglądem. No i będzie co nieco o warzywniku...
Lusi :)


